wtorek, 21 marca 2017

Dzieje moje własne. Książka Wirydianny z Radolińskich primo voto Kwileckiej, secundo voto Fiszerowej.






Bardzo lubię pamiętniki ciekawych kobiet, żyjących w ciekawych czasach. Takie warunki spełniła fascynująca książka Wirydianny z Radolińskich. Autorka (1761-1826) opisuje postacie z przełomu XVIII i XIX wieku, które są dla nas spiżowymi pomnikami historii a nie ludźmi z krwi i gości.
Kupiłam ją po przeczytaniu dobrych recenzji, ze względu na ciekawostki w niej zawarte, trafne kobiecie przemyślenia oraz opis Wielkopolski skąd pochodzę. Kopalnia wiedzy o tamtych czasach. Autorka była błyskotliwa i inteligentna. Pamiętnik napisała dopiero w wieku 62 lat, po  francusku dla swojego syna Józefa, którego nazywała Żużu.
Pamiętnik ukończyła na 3 lata przed śmiercią.
Został przetłumaczony z francuskiego i przełożony na język współczesny przez Edwarda Raczyńskiego, prezydenta RP na uchodźstwie.



Wirydianna Fiszerowa, Dzieje moje własne i osób postronnych. Wiązanka spraw poważnych, ciekawych, tł. z fr. Edward Raczyński



Dzieciństwo spędziła w domu babki Wirydianny z Bnińskich Raczyńskiej, której zawdzięczała także imię. Po śmierci babki matka Wirydianny Katarzyna odziedziczyła znaczny majątek.
Dużo czasu w młodości spędziła u swojego wuja, kuzyna matki Kazimierza Raczyńskiego, późniejszego marszałka wielkiego koronnego i targowiczanina.
Pomagała ojce w prowadzeniu korespondencji. Znała język niemiecki, którego on nienawidził.
Przeżyła trzy rozbiory Polski. 
Tak opisuje przybyłych urzędników Fryderyka II z czasu pierwszego rozbioru: Polska stała się przedmiotem wyzysku mętów z pruskiej stolicy. Musieliśmy starać się o rekomendacje do tych opryszków i o ich względy. Przybywały do nas marne figury z węzełkiem jako całym dorobkiem. Polacy nie orientowali się, co w danych okolicznościach byłoby właściwym wynagrodzeniem. Naręcze drewna, kwarta zboża, połeć słoniny. Takie dary zaspokoiłyby z nawiązką pazerność urzędniczyny, który na piechotę do nas przywędrował. Nasi tymczasem obsypywali ich srebrem stołowym, zegarkami, klejnotami. Wkrótce niczym nie można było zaspokoić ich chciwości. Prusy, z natury nieurodzajne, zawdzięczały swą zamożność wyłącznie zdolnościom swojego monarchy... powodując tym ruinę polskich właścicieli.
Podobnie jak inne narody opóźnione w rozwoju przyjmowaliśmy przez lata z lekkomyślną skwapliwością pracowitych cudzoziemców, którzy się do nas zgłaszali. Cudzoziemcy ci byli Niemcami. Zaludnili oni miasteczka i tam zachowywali się spokojnie, póki byli słabi.. Skoro tylko władza spoczęła w rękach ich ziomków...

Alegoria 1. rozbioru Polski. Dla magnatów najważniejszy był ich własny interes, niezależnie od kraju pochodzenia.

Opisuje wielkie wydarzenia w Polsce jak i codzienność młodości spędzonej w Chobielinie. 

Ojciec sprzedał majątek w Łobżenicy na terenie zaboru pruskiemu generałowi Lottumowi, który okazał się bankrutem i nigdy nie zapłacił za transakcję. Prusak oszust pozostał bezkarny, co przyspieszyło śmierć ojca Wirydianny.
W 1784 roku wraz z matką i całą świtą udała się do Berlina na rozprawę w ostatniej instancji. Przy okazji miała okazję być na dworze Fryderyka II.
W Warszawie poznała ciekawe kobiety epoki: księżnę marszałkową Sanguszkową, Mariannę Lanckorońską, Karolinę z Sapiehów Sołtykową, Izabelę Czartoryską, hrabinę Marię Tyszkiewiczową - córkę młodszego brata Stanisława Augusta, zwiedzała warszawskie i podwarszawskie posiadłości.

Panowała wówczas moda na styl zwany historyzmem. Izabela Czartoryska mieszkała w posiadłości na Powązkach w willi stylizowanej na walącą się chatę, wewnątrz jednak luksusowo urządzoną, ze wspaniałym parkiem. Tworzenie założeń ogrodowych było kolejną popularną wśród arystokratek rozrywką.
W pamiętniku odmalowuje portrety wielu kobiet, siostry, matki, osób bywających w majątku i korzystających z gościnności jej rodziców.

Wielbiła i podziwiała matkę "Miała w wieku dojrzałym tylu admiratorów, ile za czasów młodości. Posiadała w najwyższym stopniu umiejętność przywabiania i zaraz narzucania respektu... Przyjaciele kochali ją od czasów zamierzchłych i których przywiązanie ułatwiało prowadzenie interesów majątkowych. Wystarczało wypowiedzieć życzenie- spełniali je natychmiast. Rozporządzała głosami na sejmikach i w wyborach sejmowych." Podważa jednak jej umiejętności wychowawcze: "Wyolbrzymiała nasze przewinienia, nie wybaczała nam niczego, a w miarę jak rosłyśmy znosiłyśmy to coraz gorzej"

Leszczyc- herb szlachecki Wirydianny, należy do dziesięciu najstarszych herbów polskich. Umiejscawiany w okresie przedheraldycznym, w czasach pierwszych Piastów określając nawet daty powstania herbu od 550 do 1078 roku By original image: Tadeusz Gajlcrown, helmet, mantling – Tadeusz Gajl, vector version – BastianowFile:Herb Leszczyc.jpg


Za maż wyszła dopiero w wieku 26 lat a na męża wybrała Antoniego Kwileckiego (zm. 1814) "chłopca przystojnego, dobrze urodzonego, ale który gestykulował jak szaleniec i był synem zupełnej wariatki. Matka nauczyła go od dziecka pociągać z butelki". Trzeba przyznać, że nie rokowało to zbyt dobrze na przyszłość.

Nie szczędziła w pamiętnikach pikantnych szczegółów; rodzinę, w tym kuzyna męża - Jana Kwileckiego, kasztelana międzyrzeckiego, opisywała tak: "W pożyciu domowym był okrutny, obyczajów wieśniaczych i śmierdział. Był to rodzaj byka, który swoją namiętnością wykończył dwie zony, jedną wielkiej zacności."
Mąż był miły, wesoły, zawadiacki, dowcipny, roztropny, ale tylko wtedy, gdy nie pił. Teść posłował na sejm zwany Wielkim, trwał bowiem cztery lata zamiast sześciu tygodni, tj. od roku 1788-1792.
"Armia stutysięczna o której bez ustanku rozmawiano nie czyniły postępów, a wojska rosyjskie stały nas nasza granicą...14 maja 1792 Szczęsny Potocki ogłosił konfederację targowicką pod auspicjami Rosji. Obrał jako uzasadnienie obronę polskiej wolności, naruszonej przez Konstytucje 3 Maja przez przyznanie praw obywatelskich innym stanom poza stanem szlacheckim. Katarzyna uznała sejm za nielegalny i 2 maja 1792 roku pchnęła do Polski korpus w sile osiemdziesięciu tysięcy żołnierzy i dwudziestu tysięcy kozaków. " I tak zaczął się drugi rozbiór Polski. 16 stycznia 1793 roku wojska pruskie zajęły Wielkopolskę.

W 1794 roku wybucha powstanie, które nazywa rewolucją. Wybiera się do Paryża, aby poznać osobiście Kościuszkę. Zaprzyjaźniła się z nim nazywając swoim "bóstwem, podejrzewam, ze nawet się w nim podkochiwała. Po latach oceniła:"Intencje jego były czyste, ale błędy niewybaczalne"
Po wzięciu do niewoli Kościuszki i klęsce Polski niecały rok po upadku insurekcji, 24 października 1795, monarchowie Rosji, Prus i Austrii (a właściwie imperium Habsburgów) uzgodnili wzajemnie traktat, zgodnie z którym przeprowadzili ostatni, pełny, III rozbiór Rzeczypospolitej.

Dzieci wychowywała tak, jak ją wychowano. Przyprowadzano je do bawialni w oznaczonych godzinach i odprowadzano, kiedy dzieci miały już dość zabawy."Mam przed oczyma młode kobiety dzisiejsze, popisujące się cnotą i wrażliwością na kolanach przed małymi dziećmi, które przed nimi klęczeć powinny, a dokazują i krzyczą, jeśli się ich rozkazów nie wypełnia natychmiast; mężowie zmęczeni hałasem, pozwalają na wszystko, byle mieć spokój w domu, wymykają się. Zachcianki rosną z wiekiem, nadchodzi wreszcie taka chwila, kiedy zaspokoić ich nie można i te zepsute dzieci czują się pokrzywdzone i kochać przestają. Kiedy zaś dorosną są mało warte, często bardzo nieszczęśliwe i zgryźliwe."
Dziećmi zajmowała się francuska guwernantka a później francuski ksiądz. Kucharz był z Warszawy a ogrodnik z Berlina.

Wirydiannie niczego nie brakowało. Zamieszkała w domu zmarłej matki w Siernikach, który wykończyła i umeblowała, posiadała kwotę na własne wydatki, którą sama ustaliła i rozporządzała, jak jej się podobało. Miała powóz i służbę, elegancko się ubierała. Małżeństwo do tej pory układało się zgodnie, choć "ruchy miał wariata, ale poglądy niezwykle trafne i umysł bystry". Czytywano na głos poważne lektury, spacerowano i podejmowano wielką liczbę gości a szczególnie francuskich księży na emigracji. Zatrudniała nauczyciela muzyki, rysunku, stale powiększała księgozbiór. Była kobietą wyemancypowaną
Pałac w Siernikach opisuje strona Polskie Zabytki. 

Męża kochała i szanowała mimo jego pijackiego nałogu, do czasu, aż zakochawszy się w 14 letniej chłopce, obwieścił zaskoczonej małżonce, że chce rozwodu.
Wyjechała do Warszawy, zapoczątkowując modę na kształcenie dzieci w stolicy. Nawiedzał ją tam mąż, upijał się i odjeżdżał.
Poznała króla Ludwika XVIII, który wraz z dworem przebywał na wygnaniu w Warszawie w latach 1801-1804.
W 1806 roku poślubiła generała Stanisława Fiszera – adiutanta Tadeusza Kościuszki
W Siernikach zamieszkała jej córka z mężem.

Wirydianna ponownie wyszła za mąż za generała Fiszera, którego poznała w otoczeniu Kościuszki, a który mimowolnie ją wyswatał, prosząc ją o opiekę nad niepraktycznym i nieżyciowym Fiszerem i sugerując wydanie za niego córkę Wirydianny Ninę.
Wirydianna ukrywała romans z Fiszerem przez 4 lata. Dla siebie i swojego nowego męża kupiła Kowale "powodowała mną chęć zrobienia z niego zamożnego ziemianina" 

I odnajduję wątek kaliski." Wyjechaliśmy do Kalisza w pierwszych dniach roku 1807". Generał Dąbrowski nakazał mu urządzenie sił zbrojnych w Wielkopolsce. "Wszystko tutaj wymagało naprawy od podstaw. Mój mąż budził respekt chłodnym zachowaniem i obojętnością. Zarzucano mnie prośbami wszelkiego rodzaju. Z największą trudnością tylko zdołałam przekonać petentów, że pomóc im w niczym nie mogę. Generał Qudinot (marszałek i par Francji) przybył do Kalisza na czele swojego korpusu... (...) Postępy były powolne, brakowało pieniędzy, koni, wszystkiego naraz"
Generał Fiszer w ciągu dwóch lat postawił armię Księstwa, a zwłaszcza artylerię, na nogi i stał się jednym z najwybitniejszych dowódców armii Księstwa Warszawskiego.
Od 1811 prowadził gorączkową działalność organizatorską i mobilizacyjną do wojny z Rosją. Wyruszył na Moskwę w 1812 roku, jako naczelnik sztabu V korpusu ks. Józefa. Walczył w bitwie pod Borodino i w zdobywaniu Moskwy. Przy odwrocie z Moskwy, w walce z uderzającym na Polaków korpusem Ostermana, poległ pod Winkowem 18 października 1812.


Stanisław Fiszer/Wikimedia Commons

Wirydianna była mężatką 6 lat.  Była bardzo oddana mężowi i ogromnie z niego dumna. "Pod względem uczciwości, wytrwałości i zapominania o sobie mąż mój był naprawdę święty"
Ubolewała tylko, że nie był bardziej wstrzemięźliwszy wobec kobiet. Raz zastała go nawet, gdy napierał na pannę służącą.

O pieniądze musiała troszczyć się sama, gdyż "wiedziałam, że ma dość przykrości innego rodzaju i własne znosiłam sama".
Podróżowała z mężem i za mężem, bywała w Warszawie i Krakowie, gdzie zajmowała najwyższą pozycję towarzyską. Bywała na dworze króla Stanisława Poniatowskiego. Dlatego daje takie doskonałe świadectwo epoki. Była "u źródeł".
Kilka ostatnich rozdziałów poświęca już tylko sytuacji Polski po upadku Napoleona i Kongresowi Wiedeńskiemu, odnotowuje fakt powstania Królestwa Polskiego.
.
Kilka myśli i powiedzonek Wirydianny zawartych w książce zasługuje na uwagę, m.in:

Urok bogactwa jest siłą, cokolwiek by o tym mówiła filozofia !