Przejdź do głównej zawartości

Z pokolenia na pokolenie....



Co spowodowało, że ta srebrna łyżka Malcza leży u mnie w kredensie ? I wywołuje wspomnienia z przeszłości ? jakie tajemnice i pasjonujące rodzinne historie kryją się za tymi drobiazgami? Gdyby tylko przedmioty umiały mówić....

łyżka

Skarby prababci...
 Od zawsze wiedziałam, że moja prababcia była świetną gospodynią. Pamiętam z dzieciństwa pieczenie francuskich ciasteczek. Na ciasteczka czekały dwie wielkie metalowe puszki, w których przechowywało się te pyszności. Nie do wyobrażenia było, aby gościa niczym nie poczęstować. 
A gości zawsze było wielu. Pamiętam dzień pieczenia ciasteczek. Prababcia szykowała wielki kuchenny stół. Z tej okazji przychodziły sąsiadki czy koleżanki i w większym gronie panie przygotowywały ciasto, wałkowały i - co  mnie  małą dziewczynkę bardzo fascynowało - wykrawały obwód ciastka szklanką, a mniejsza dziurkę w środku - kieliszkiem. Oczywiście panie umilały sobie czas rozmowami a ja siedziałam pod stołem i z wypiekami na twarzy przysłuchiwałam się :)
Jak już wspomniałam prababcia była świetną gospodynią. 
Wraz ze swoim drugim mężem prowadziła restaurację w rodzinnej kamienicy.
A oto ocalałe cudowne zdjęcie w sepii z tamtych właśnie czasów.
Prababcia Józefa siedzi w towarzystwie męża i córki Marii:


Opatówek, ok.1930 roku
Niedawno natknęłam się na dwie wzmianki o tej restauracji:

" Swoisty charakter miała restauracja Bolesława Szalińskiego w narożnikowym budynku ulic Łódzkiej i Placu Wolności (3 Maja). Przedwojenne gabloty, bufet, stoliki, zapach piwa i ściany z porożami jeleni i łosi stwarzały swoisty nastrój " - Jan Kowalkiewicz, przypis marzec 2004c"Opatowianin", luty 1992


"W restauracji  w Rynku (róg Łódzkiej) umilała gościom czas grająca szafa. Naturalnie po wrzuceniu pięciu kopiejek do wnętrza. Była to jedyna szafa grająca w Opatówku" - "Opatowianin" 7-8/23-24 Lipiec-Sierpień 1992

 Jakże ja bym chciała mieć dzisiaj te gabloty, stoliki  i poroża !   
I szafę grającą! 
Gdzie to jest? :)

Być może ta srebrna łyżka Malcza pochodzi z tych czasów. Choć jest nawet starsza. Ma wybita datę 1862. Takich łyżek było więcej, pamiętam jak dziś, ze moja mama świetnie wbijała nimi gwoździe:) Pozostałe przekazałam synowi jako pamiątkę po przodkach.


Karol Filip Malcz (1797 - 1867) Polski złotnik


I kolejne maleństwo, które stoi u mnie w kredensie -  malutka kawiornica.



Zapewne każdy ma choć jedną pamiątkę po przodkach. Jakiś antyk przekazywany z pokolenia na pokolenie. A może jest to cały kufer pełen skarbów?
I Wy zapewne macie stare przedmioty, do dziś używane, które przywołują piękne wspomnienia.

kawiornica

Komentarze

  1. Piękne pamiątki ,to nic ,że tak mało, ważne ,że są .
    Ja niestety po swoich dziadkach mam tylko jedną rzecz, ale gdy tylko gdzieś trafię przedmioty które przypominały mi dom dziadków, z miejsca zabieram je do domu :)
    Bardzo jestem ciekawa co stało się z przedmiotami z restauracji ? Wielka szkoda ,że przepadły.

    Mam identyczną kawiornice (chyba tak to się pisze ) ale do teraz nie wiedziałam do czego służyła-dzięki Tobie już wiem :)

    Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  2. faktycznie, kawiornicę brano często za solniczkę :) jest to przedmiot rosyjski.
    A przedmioty z restauracji.... nastał czas biedy powojennej.... do kamienicy wprowadzono lokatorów, restauracji nie było już komu prowadzić, dziadkowie zestarzeli się i opadli z sił....a do przedmiotów nie przywiązywało się wagi.... prawdopodobnie odeszły na "cmentarzysko" przedmiotów:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielka strata, żal i tyle.

    Zajrzyj do naszej blogowej koleżanki, wydaje mi się ,że to dla Ciebie bratnia duszyczka, dla mnie na pewno :)

    http://vintageroseretro.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadza się... i ciągle je gromadzę... chciałabym choć na chwilę cofnąć się w czasie i poczuć atmosferę tamtych czasów... aż się wzruszyłam.... bo przypomniałaś mi tak wiele... wiele obrazów skrytych za pośpiechem współczesnej codzienności... Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Porcelana Bavaria

Porcelana Bavaria

Czytam właśnie książkę Edwarda Rudzkiego "Europejska porcelana osiemnastowieczna". Rozdział Wytwórnie w mniejszych państwach niemieckichdaje obraz tego, dlaczego w Bawarii działały tak liczne manufaktury a później wytwórnie porcelany.  " Osiemnastowieczne Niemcy składały się z dwóch mocarstw: austriackiej monarchii Habsburgów oraz Prus, kilku państw średnich rozmiarów i wielkiej ilości księstw małych. Według popularnej anegdoty niektórzy władcy musieli uważać, aby w czasie spacerów nie przekroczyć nieopatrznie granicy. Książąt tych często cechowała pycha zupełnie nieproporcjonalna do rozmiaru posiadanego terytorium. Już Fryderyk II żartował, że każdy z nich na wzór Ludwika XV chciał "mieć swoje metresy, swój Wersal i swoje wojsko". Można to uzupełnić dodając, że każdy chciał mieć także własną wytwórnie porcelany, gdyż jak to sformułował jeden z książąt - Karol Eugeniusz wirtemberski - porcelana stała się niezbędnym warunkiem blasku i wspaniałoś…

Giesche. Serwis z historią Opatówka w tle.

Ten serwis ma prawie 90 letnią historię i myli się ktoś, kto myśli, że rzeczy nie mówią.
Opowiadają historie nieprawdopodobne, nasze, ojczyste, historyczne, są świadectwami minionych czasów i ludzi. Rodzin i epok. To cud, że przetrwał, bo historia obeszła się bardzo tragicznie z moją rodziną
Ludzie nie przetrwali, rzeczy pozostały, choć też blisko im było do zagłady, ponieważ ich właściciele byli wysiedlani, uciekali przed niebezpieczeństwem, rzeczy były ostatnimi, o które się troszczyli.
Dostałam go niedawno od mojej chrzestnej. A ona miała go po mamie - Helenie.
Helena w dniu wybuchu wojny była młodą mężatką. Na świecie było już dwoje dzieci: Tereska [moja chrzestna] i synek Leszek. Mąż Heleny Zygmunt Gadzinowski był sekretarzem gminy Lisków, tej, w której proboszczem był słynny ksiądz Bliziński.

Sweter na drutach szary reglan piórkowy bezszwowy

Po kilku dekadach przerwy wracam do drutów. Nie wiem czy na długo, bo z czasem i cierpliwością zawsze na bakier. Ale tyle inspiracji w necie, że mnie "ruszyło". No i sklepów internetowych z wełnami różnej maści, w pięknym gatunku nie brakuje. Zresztą same zobaczcie, chyba następna kupię tutaj i będzie to malabrigo.
Wiec wyruszyłam w wirtualną podróż w poszukiwaniu inspiracji i podziwiałam wiecznie modne arany i cała masę innych ciekawych wzorów.
Same zobaczcie: