czwartek, 29 października 2015

Pochwała czytania


Z wiekiem doszłam do przekonania, że istnieją dwa typy ludzi. Ludzie dzielą się po prostu na czytających i nieczytających:) Po drodze mi z tymi pierwszymi.

W Polsce czytano już sporo w XIX wieku. Wiadomo, że w XIX wieku  nie każde małżeństwo rodziło się z miłości, więc książki dawały ucieczkę, ucieczkę od niespełnionych nadziei, od nieznośnej przyziemności.
Ale już wtedy, że przytoczę opinię E.Koweckiej, historyk sztuki: "W zabitych deskami dworach (na tyle przecież bogatych, że ich właścicieli stać było na książki i pani domu nie musiała od świtu do nocy krzątać się koło gospodarstwa) wiele kobiet czytało, czytało, czytało. Wiersze ukochanych poetów, co piękniejsze ustępy z ulubionych książek okrągłym kaligraficznym pismem (jakże bowiem wówczas starannie pisano) przepisując, do oprawnych w safian lub aksamit sztambuchów. Inne sztambuchy służyły do wpisywania się gościom i różnym znajomym a znamienitym osobom.  Dwa pokolenia przetrwał ten obyczaj książek pisanych - zauważał znawca owych czasów Stanisław Wasylewski".

A ja dzisiaj sięgam po raz kolejny po "Żywoty pań swawolnych, aby poobcować z gadulstwem Brantome'a i podejrzeć fascynujący świat renesansu.


Co dzisiaj czytacie?
Miłej lektury!

sobota, 24 października 2015

Palissy "Old Windsor Locks". Angielski fajans - transferware

Angielska porcelana transferowa

Z wyjazdem do Szczawna wiąże się mój kolejny nabytek - komplet talerzyków deserowych, których producentem jest Palissy - Manufaktura Porcelany ae Jones i synowie, Anglia.

Ten talerz pochodzi z serii "Thames River", w odcieniu czerwieni. Jest bogato zdobiony i przedstawia angielskie sceny krajobrazowe nad brzegiem Tamizy, a także kwiaty.

O tym, czym jest angielska porcelana transferowa pisałam, za pośrednictwem Nancy tutaj: 


"Thames River" Palissy


Przedstawiona scena jest zatytułowana "Old Windsor Locks" 
"Thames River" Palissy


Miło patrzy się na ciekawie zastawione stoły. Arcyciekawie wyglądało to w Polsce w XVII wieku, gdy na przyjęcia należało stół specjalnie ozdobić.


Serwis zwierciadlany
masz waćpan i figurki piękne z porcelany?
pytała pod koniec XVIII wieku swego męża "żona modna".

Pośrodku stołu kładziono bowiem tafle lustrzane, na nich zaś ustawiano figurki gipsowe lub porcelanowe, a także różne konstrukcje i budowle z cukru.
W inwentarzu w pałacu Walickich w Małej Wsi pod Warszawą znajdujemy wyliczenie ozdób serwisowych: "12 taflów stołowych z brzegami posrebrzanymi" większych i pomniejszych 12, 2 koszyki pocelanowe, 14 figur porcelanowych saskich na postumentach, 8 piramid różnej wielkości, 14 wazoników, 2 bramki drewniane "wykonane snycerska robotą" i 24 drewniane galeryjki.

Czasem zamiast zwierciadlanych używano tafli drewnianych, wysypanych różnokolorowym piaskiem cukrowym, których brzegi otaczano kratką z cukru lub ozdobnie wycinanym złotym papierem. Prawdziwi pasibrzuchowie oburzali się przeciwko takiemu zastawieniu środka stołu, Uważali, że gmaszyste budynki oddziałają jednych biesiadników od drugich, tamują rozmowę a także przeszkadzają całkowicie skupić się na jedzeniu, bowiem prawdziwy gastronom nie umie wykonywać dwóch rzeczy razem, dzielić uwagę swoją między galerię rzeźb a obiadem.
 
Old Windsor  Locks

Przedstawiona scena jest zatytułowana "Old Windsor Locks"


Bernard Palissy (ok.1510-1589)– francuski ceramik , źródło Wikipedia
Palissy jest bardzo ciekawą marką, pod którą angielska firma AE Jones and Sons, w Stoke-on-Trent, sprzedawała porcelanę i ceramikę. Co najciekawsze - nazwa została wybrana jako hołd dla Bernarda Palissy, słynnego francuskiego garncarza 16 wieku. Początki firmy  sięgają 1850.


Bernard Palissy był bardzo zdolnym ceramikiem a jego prace przyprawiają o zawrót głowy. Wytwarzał naczynia z fajansu  delikatnego z glazurowaną, wypukłą i wielobarwną dekoracją plastyczną. Po ogłoszeniu pracy "Discours admirables de la nature des eaux", w której stwierdzał, że znajdowane na obszarze małży i ślimaków są szczątkami rzeczywistych dawnych zwierząt, został uwięziony jako heretyk w Bastylii, gdzie zmarł.



waza Palissy zrodło Wikimedia Commons

Ceramika B.Palissy pełna jest niesamowitych warzyw i zwierząt. Aż roi się od węży, jaszczurek, żab i innych skorupiaków. Autentyczne dzieła można obejrzeć m.in. w Luwrze.





od 1948 +










od 1957 +










od 1959 +











czwartek, 15 października 2015

Międzyblogowy kącik czytelniczy

Czytam odkąd nauczyłam się czytać, a nastąpiło to bardzo szybko - w podróży na wczasy do Zakopanego.
Babcia uczyła mnie liter na przykładzie nazw mijanych stacji, w drodze powrotnej z Zakopanego umiałam już przeczytać je sama:) Później czytanie stało się moim zawodem.
Na jednym z blogów http://zielenie.blogspot.com/2015/02/miedzyblogowy-kacik-czytelniczy.html
zaproponowano fajna inicjatywę, niestety nie wiem jak dodać banerek:( Może ktoś podpowie.
Czytelnikiem jestem nałogowym, właśnie przyszła paczka z Merlina (aktualnie jest tam promocja na wiele tytułów). Czytam kilka książek miesięcznie, jeśli czas pozwoli to bywa, że i 5 na miesiąc.

Czytam wszystko. Ale ostatnio szczególnie chętnie sięgam po książki biograficzne. Na spodzie tej kupki czeka "Kleopatra" Stacy Schiff, ponoć bardzo doceniona przez krytyków i czytelników.
Teraz zaczęłam lekturę z tej sterty od książek Hanny Bakuły
"Moja firma portretowa" i "Wnuczkożonka". Ta ostatnia jest jak reklamuje sama autorka o: "
prymitywnych gruboszyjcach, pseudointelektualnych świrach i ex playboyach opalonych jak wędzone makrele, którzy jeżdżą równie wiekowymi kabrioletami wokół szkół (,,,)  Ja nie krytykuję starości, bo najmłodsza nie jestem, ale nie ma co udawać, wystarczy o siebie dbać, nie jeść byle czego, uprawiać sporty i nie zjadać peselu, bo może stanąć kością. Faktycznie u nas nie ma infrastruktury pozwalającej staruszkom i inwalidom cieszyć się życiem, bo od pewnego wieku stajemy się niewidzialni dla mediów i własnych rodzin, że nie wspomnę o płci przeciwnej. Książka opisuje jak my dorosłe kobiety, których rola ciągle jest niedoceniana, mamy sobie radzić z bandą małolatów, z którymi 30 lat temu brałyśmy ślub. Książka jest bardzo śmieszna, ale jednocześnie poważna i dzięki temu pozwala się nam przejrzeć w lustrze i zmusić do tego naszych chłopczyków w bermudkach, ganiających za umykającą  młodością z astmatycznym sapaniem (...).

Bakułę, naszego Witkacego w spódnicy, lubię jako artystkę i pisarkę, często "podczytuję" jej bloga, mimo, że nie zawsze zgadzam się z jej poglądami. Ale ten cięty języczek, poczucie humoru... Bardzo sobie cenię!
Pozdrawiam wszystkich czytających i życzę miłej lektury pod ciepłym kocykiem !

czwartek, 8 października 2015

Rodzinne wspomnienia - Obrus mereżkowy XIX w.

Obrus prababci Józefy


Opatówek, Kamienica pradziadków Szalińskich. W dobudowanym domu po prawej stronie kamienicy-restauracja

 Interesuje mnie kultura materialna XIX wieku. A skąd czerpałam inspirację? Przede wszystkim z historii mojej rodziny. O mojej prababci Józefie pisałam już tutaj. 
Po śmierci pierwszego męża ponownie wyszła za mąż i wraz z drugim mężem prowadziła restaurację  w ich kamienicy w Opatówku. I zapewne po tamtych czasach pozostałoby wiele pamiątek gdyby nie fakt, że w restaurację prowadzoną przez moich pradziadków w wielkopolskim miasteczku trafił niemiecki pocisk i zakończył żywot tych pamiątek w 1945r.
Pozostało kilka drobiazgów będących świadectwem tamtych czasów, m.in obrus po mojej przedwojennej prababci. Być może sama go wyhaftowała ponieważ "roboty kobiece" szły w parze z wielkimi uzdolnieniami manualnymi kobiet w mojej rodzinie. Ale może kupiła go, nie wiem. W każdym bądź razie  ciarki przechodzą mnie na myśl, ile czasu należało spędzić nad każdym milimetrem tego obrusu.
Przedmioty z historią są nośnikiem wiedzy o świecie, który przeminął, ale też i tym współczesnym, bo przecież motywy znane sprzed lat stale wracają do kultury i sztuki.  Trzeba znać swoje korzenie, być świadomym tradycji, z jakiej się wyrosło,


obrus mereżkowy

"Różnorakich przyborów do szycia musiało być w domu zawsze pod dostatkiem. Wybierano je w zawsze doskonale zaopatrzonych sklepikach (moja prababcia od strony dziadka prowadziła taki sklepik). Nici do haftu, kanwy, osnowy. W skład przyborów do szycia wchodziły jeszcze różnej grubości igły i szpilki, duże i małe nożyczki, a także kilka naparstków, od zwykłych blaszanych poczynając, aż po ozdobne, nieraz wręcz kosztowne, z porcelany, srebra czy nawet złota, często z denkiem z półszlachetnego kamienia. Srebrny naparstek był upominkiem, który otrzymywała od rodziców młoda panienka (...). Do robótek ręcznych służyły tamborki, czyli niewielkie kółka, na które naciągano tkaninę przeznaczoną do haftowania. W domu należało mieć nieprzebrane zapasy nici: mocnych, kręconych ręcznie, lnianych i konopnych (...)

Przybory do szycia przechowywano w specjalnych szkatułkach lub niewielkich stoliczkach do robótek, których podnoszony blacik ukrywał mnóstwo przegródek i szufladeczek. Podczas gdy stoliczek taki, a nawet i krosienka stały nie tylko w buduarku pani domu, ale często wręcz w salonie, to maszyna do szycia- ten wielki wynalazek drugiej połowy XIX wieku - nigdy nie miała wstępu do paradnych pokoi i od razu trafiła do garderoby. Jak wiele innych maszyna do szycia była gwałtownie zwalczana przez lekarzy, którzy stawiali jej zarzut, "że wstrząsa systemem nerwowym i źle oddziaływa na cały organizm szyjącej". Naukę szycia ręcznego panienka zaczynała wcześnie. Pierwszą robotą była zwykle pończocha. Po ślubie pani domu dużo czasu poświęcała na ręczne roboty, poczynając przede wszystkim od obszywania własnych dzieci. Było w zwyczaju, że przyszła matka przygotowywała własnoręcznie wyprawkę dla niemowlęcia, zużywając na nią swoją wyprawna bieliznę. Ówczesny przesąd głosił, że dziecko dobrze się chowa w kaftaniku uszytym z matczynej bielizny"
W początkach XIX wieku dobre wychowanie nakazywało odłożenie robótki, gdy w progi zawitał gość. Rychło jednak zaczęto przyjmować, że właśnie przy gościach robiono najpiękniejsze, najwytworniejsze robótki. Bardziej przedsiębiorcze panie domu domagały się nieraz od wizytujących je kobiet, aby dopomagały im w pracy. Księżna Wuertemberska cały dzień przy krosnach przepędzała, a każdy, co do niej przyszedł z wizytą musiał jej kilkanaście igieł nawlec i w krosna wpiąć"E.Kowecka "W salonie i w kuchni" 
 
Zbliżają się długie jesienne wieczory. Może czas na nowe hobby?:)


Jak tam u was z robótkami dziewczyny ?