Przejdź do głównej zawartości

Święta we wspomnieniach z dzieciństwa / Myotts Country Life

 


Dziecięce wspomnienia
Święta to magiczny, beztroski czas dla dzieci i lubię czasem wracać do tych wspomnień. Teraz jednak okres przedświąteczny to dla mnie i chyba każdej kobiety czas wytężonej pracy logistycznej, intelektualnej i fizycznej. Trzeba wszystko zaplanować, co kupić, gdzie, zaplanować potrawy, nakryć stół. Osobiście lubię ten czas, choć wolałbym mieć trochę wolnego przed świętami i nie opłacać tego zmęczeniem i stresem. Moją ulubioną świąteczną potrawą, która kojarzy mi się z dzieciństwem jest ... pasztet ! Dlaczego? Otóż robieniem pasztetu w naszym domu zajmowała się moja prababcia, którą doskonale pamiętam.
Prababcia prowadziła restaurację, o której kiedyś już pisałam, bodajże w tym poście. Na długo przed świętami ktoś przynosił do domu zająca, który wisiał potem za oknem i kruszał. To był dla mnie cudowny tajemniczy czas, pełen zapachów, tajemnic i radosnego oczekiwania. Chętnie wracam myślami do tamtych czasów. Uczestniczyłam w tych przygotowaniach, podglądałam, wąchałam i pomagałam. 

 

 

Tę atmosferę oddaje w pełni, choć autor cofa się w swoich wspomnieniach o kilkadziesiąt lat wstecz, do czasów przedwojennych, moja ulubiona gawęda p.Tadeusza Frątczaka, kaliskiego architekta, której fragment pozwolę sobie przytoczyć: 

" Rozmawialiśmy, rozglądaliśmy się po mieście; jak wisiały zające, to znaczyło, że święta już tuż tuż. Kalisz był zawsze w tym okresie obwieszony zającami. Każda szanująca się rodzina wywieszała za okno przynajmniej jednego upolowanego szaraka. Wisiał sobie taki zając na mrozie i kruszał. Zresztą wszelkiej zwierzyny było przed wojną pod dostatkiem. Takie na przykład kuropatwy kupowało się na pęczki i gospodynie przyrządzały z nich pieczyste. Do dziś czuję smak tej potrawy w ustach. Na tydzień przed Gwiazdką kaliszanki zaopatrywały się suto w jaja, masło i mleko. Każdy dom miał swoją niewiastę ze wsi, która przyjeżdżała z towarem i roznosiła go po mieszkaniach. Świeżutkie masło, jaja - bez tego nie można było zabrać się do wypieku ciasta. A ciast się wtedy piekło dużo. Gospodynie zamawiały u kaliskich piekarzy gorący piec i zanosiły blachy placków posypanych kruszonką. Piekarzy w przedwojennym Kaliszu było bardzo wielu. Moja mama chodziła do Tichera, który miał swoją piekarnię przy ul. Górnośląskiej i cieszył się dużym powodzeniem. Nie przypalił ani jednej babki! (...) Zaczynała się wieczerza wigilijna. Każdy dom, nawet mniej zamożny, starał się, by na stole znalazło się minimum 9 potraw. Najbliżsi składali sobie życzenia, wszyscy byli mili i serdeczni. A my, dzieciaki, czekaliśmy, aby kolacja dobiegła jak najszybciej końca. Chodziło oczywiście o prezenty".


Pasztet mojej prababci obowiązkowo był przygotowany z zająca.Też mieliśmy piekarnię po sąsiedzku i tam, na dużych blachach nosiło się makowce. W latach 70-tych jeszcze nie piekło się tak dużej ilości ciast w domu.

W Wigilię wracamy myślami do tych, których zabraknie przy tym stole, do tych cudownych beztroskich czasów, kiedy to my rozpakowywaliśmy prezenty. Nie były one takie bogate jak dziś. Pamiętam, że jako mala dziewczynka dostałam zestaw do haftowania: dwie płócienne serwetki, komplet igieł i jakąś mulinę. Ubogie to było, ale jakże kreatywne ! Innym razem dostałam łyżwy, które przez kilkach kolejnych lat były za duże :)

A Wy? czy jakiś prezent z dzieciństwa zapamiętałyście szczególnie?

Jeśli zaś chodzi o świąteczne potrawy, to zawsze była to m.in. zupa grzybowa, makiełki... 

Nigdy nie było na stole czerwonego barszczu czy pierogów i przyznam, że do tej pory nie umiem lepić pierogów. 

Na moim stole zagości angielska porcelana w brązowym tonie, do której do tej pory nie byłam przekonana, ale jak to się mówi "sama weszła w ręce" (chyba to znacie) i ciekawość zwyciężyła. Pochodzi z  angielskiej manufaktury Myotts linia "Country life", jest ozdobiona charakterystycznym angielskim motywem polowań. Spodobała mi się ciekawa, jesienna kolorystyka i liście dębu.


 

Myotts linia "Country life"


Przepis na pasztet tu:
A na makowiec tu: 




Komentarze

  1. Zastawe masz przepiękną- stół az bedzie lśnił;)
    Pamiętam świeta jako mała dziewczynka,prezenty,moje kapcie w tygryski,mase slodyczy i świętego Mikołaja.Dziś sama przygotowuje wszystko na ostatni guzik ciężki przedswiateczny czas bo wiadomo kazdy chce mieć najpiekniejsze święta:)spedzić przy sytym stole,przy choince z rodziną w zdrowiu przede wszystkim:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie opisałaś tę atmosferę i wiesz... u mnie z kolei najbardziej niesamowite Święta były u babci :-) Sama kiedyś chciałabym taką stworzyć jak doczekam wnuków:-) Ja w tym roku chyba też postawię na moją angielską porcelanę - tyle, że różową. A ta brązowa też mi się bardzo podoba.Ściskam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo Ci dziekuję za ten fragment, przeczytałam go domownikom i pośmieliśmy sie z tych wiszących zajęcy :) Uwielbiam czytać o dawnych czasach, o tych zwyczajach... wydaje mi się, że może tamten czas był trudniejszy ale jakiś taki spokojniejszy, wolniejszy i więcej dawał ludziom radości i tego kontaktu z drugim człowiekiem, który dziś jest rzeczą deficytową. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Porcelana Bavaria

Porcelana Bavaria

Czytam właśnie książkę Edwarda Rudzkiego "Europejska porcelana osiemnastowieczna". Rozdział Wytwórnie w mniejszych państwach niemieckichdaje obraz tego, dlaczego w Bawarii działały tak liczne manufaktury a później wytwórnie porcelany.  " Osiemnastowieczne Niemcy składały się z dwóch mocarstw: austriackiej monarchii Habsburgów oraz Prus, kilku państw średnich rozmiarów i wielkiej ilości księstw małych. Według popularnej anegdoty niektórzy władcy musieli uważać, aby w czasie spacerów nie przekroczyć nieopatrznie granicy. Książąt tych często cechowała pycha zupełnie nieproporcjonalna do rozmiaru posiadanego terytorium. Już Fryderyk II żartował, że każdy z nich na wzór Ludwika XV chciał "mieć swoje metresy, swój Wersal i swoje wojsko". Można to uzupełnić dodając, że każdy chciał mieć także własną wytwórnie porcelany, gdyż jak to sformułował jeden z książąt - Karol Eugeniusz wirtemberski - porcelana stała się niezbędnym warunkiem blasku i wspaniałoś…

Giesche. Serwis z historią Opatówka w tle.

Ten serwis ma prawie 90 letnią historię i myli się ktoś, kto myśli, że rzeczy nie mówią.
Opowiadają historie nieprawdopodobne, nasze, ojczyste, historyczne, są świadectwami minionych czasów i ludzi. Rodzin i epok. To cud, że przetrwał, bo historia obeszła się bardzo tragicznie z moją rodziną
Ludzie nie przetrwali, rzeczy pozostały, choć też blisko im było do zagłady, ponieważ ich właściciele byli wysiedlani, uciekali przed niebezpieczeństwem, rzeczy były ostatnimi, o które się troszczyli.
Dostałam go niedawno od mojej chrzestnej. A ona miała go po mamie - Helenie.
Helena w dniu wybuchu wojny była młodą mężatką. Na świecie było już dwoje dzieci: Tereska [moja chrzestna] i synek Leszek. Mąż Heleny Zygmunt Gadzinowski był sekretarzem gminy Lisków, tej, w której proboszczem był słynny ksiądz Bliziński.

Sweter na drutach szary reglan piórkowy bezszwowy

Po kilku dekadach przerwy wracam do drutów. Nie wiem czy na długo, bo z czasem i cierpliwością zawsze na bakier. Ale tyle inspiracji w necie, że mnie "ruszyło". No i sklepów internetowych z wełnami różnej maści, w pięknym gatunku nie brakuje. Zresztą same zobaczcie, chyba następna kupię tutaj i będzie to malabrigo.
Wiec wyruszyłam w wirtualną podróż w poszukiwaniu inspiracji i podziwiałam wiecznie modne arany i cała masę innych ciekawych wzorów.
Same zobaczcie: