Przejdź do głównej zawartości

Idą święta...

Robicie same czy kupujecie gotowe?

Na jednym z portali trafiłam na artykuł o tym, że sieci handlowe zachęcają do zakupu gotowych potraw wigilijnych. Po pierwsze to wynik braku czasu. Nikt już na przygotowania świąteczne nie poświęca 3-4 dni – mówi Jacek Szklarek, szef stowarzyszenia Slow Food. – Po drugie migracje ze wsi do miast na studia sprawiły, że nie nauczyliśmy się gotować. Dania wigilijne są wyjątkowe i naprawdę trzeba umieć je przyrządzić. Mało kto umie dziś zrobić galaretę czy wyfiletować rybę - dodaje. 
Rozumiem brak czasu, ale jakże przykro jest rezygnować z tych przygotowań, one sprawiają mi najwięcej przyjemności. Dzisiaj przygotowałam już pasztet.  Połowa do  zjedzenia zaraz, a połowa do zamrażalnika i czeka do świąt. Później można nawet podgrzać w piekarniku. O pasztecie jako obowiązkowym punkcie świątecznego programu pisałam w poście Święta we wspomnieniach z dzieciństwa
Rano wybrałam się na zakupy do lokalnego rzeźnika, wybrałam ładną wołowinę. Bułeczki od wczoraj moczyły się w mleku. Powoli gotowało się mięsko, zapach roznosił się po całym domu. Do mielenia chętnie zgłosiła się moja gorsza połowa. I tak oto w miłej atmosferze domowego szczęścia pasztet wjechał do piekarnika a oto efekt

 

Jest jeszcze ciepły. Pies nie wie, co ze sobą zrobić od tych zapachów i obchodzi stół z każdej strony.
No to niech przymierzy czapeczkę. A wygląda w niej tak:


A pod chonika leży już książka  czeka, a sądząc po objętości, potrzebnych będzie kilka dni na lekturę. A przeczytałam kilka opinii i wiem, że to duże wyzwanie.  Dziękuję mojemu Mikołajowi.

Tak więc w święta pokucharzę. Tradycji musi stać się zadość.


Komentarze

  1. Dominiko,
    zdecydowanie wszystko u nas w domu musi być własnoręcznie przygotowane - takie domownicy lubią najbardziej. Zatem i ja przygotowuję wszystko sama, choć mój mąż zgłasza się do pomocy - robi zakupy, pomaga w sprzątaniu, ubiera choinkę, na świąteczny obiad przygotować ma w tym roku królika, a przyznam że jest niezłym kucharzem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój nie wykazuje w tym względzie dużej samodzielności, niemniej spełnia wszystkie prośby bez żadnych oporów,chyba dlatego, że jest pierwszy do jedzenia ;)

      Usuń
  2. Sklepowe święta to erastz, sztuczne pitu -pitu z torebki koniecznie posypanej brokatem. Ja bezczelnie przyznam że solowo nie celebruję jakoś szczególnie świąt, potrzeba świętowania mi dawno temu minęła ale w rodzinie są osobniki które kochają ten czas, więc dla nich wyprawia się święta w starym stylu. Co prawda styl też został jednak zmodyfikowany bo 12 potraw wigilijnych to dla nas zbyt dużo ( co roku zostawało i trzeba było dojadać, co akurat nie wszyscy lubią robić ). Teraz zostały dwa najulubieńsze wigilijne dania i szlus. Jednak nie wyobrażam sobie żeby one czy świąteczny obiadek był sklepowy. Never! Pasztet też u nas domowy, choć tak jak u Ciebie ,z zamrażarki.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam żadnych oporów przed eksperymentami, choć sama lubię w ten dzień tradycyjne smaki. Nie znaczy to jednak, że nie dałabym rady namówić się na sushi:)

      Usuń
  3. Witaj, ja też jestem fanką tradycyjnych dań oczywiście sami je przyrządzamy. Myślę, że wszystko da się nauczyć, jak oczywiście ma się chęci. A te wspomnienia z dzieciństwa, te zapachy, smaki i cały nastrój dodatkowo potęgują ochotę na stworzenie tej atmosfery po raz ponowny. Tak nawiasem mówiąc widzę , że jesteś posiadaczką bokserka- z tym pieskiem też jest związane moje bożonarodzeniowe wspomnienia- prosto z dzieciństwa. Bowiem, mieliśmy taką sunię Nataszkę- dla której tata w Wigilię dosuwał fotel do stołu :) Tak , Nataszka jadła z nami, jak prawdziwa arystokratka, delikatnie :) haha ku naszej uciesze, a maminych nerwach. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. My też przyrządzamy sami dania na kolacje wigilijną i całe święta:) nie ma mowy o gotowych daniach z supermarketu- to dla leniwych i mających kase w portfelu.o tak to nazwę! Prosze sie nie obrażać:) to tylko moje zdanie...a wlasne to wiemy co jemy a i zapachy zwajają z nóg :)serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  5. Gotowe dania można jeść w ciągu tygodnia, gdy nie ma czasu, aby coś zrobić domowego. Ale na Święta, wykluczone. Można przecież ograniczyć ilość potraw, albo zrobić wcześniej i zamrozić. W końcu Wigilia jest tylko raz w roku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dołączam się do ekipy osób, która sama przygotowuje wszystkie potrawy świąteczne. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Porcelana Bavaria

Porcelana Bavaria

Czytam właśnie książkę Edwarda Rudzkiego "Europejska porcelana osiemnastowieczna". Rozdział Wytwórnie w mniejszych państwach niemieckichdaje obraz tego, dlaczego w Bawarii działały tak liczne manufaktury a później wytwórnie porcelany.  " Osiemnastowieczne Niemcy składały się z dwóch mocarstw: austriackiej monarchii Habsburgów oraz Prus, kilku państw średnich rozmiarów i wielkiej ilości księstw małych. Według popularnej anegdoty niektórzy władcy musieli uważać, aby w czasie spacerów nie przekroczyć nieopatrznie granicy. Książąt tych często cechowała pycha zupełnie nieproporcjonalna do rozmiaru posiadanego terytorium. Już Fryderyk II żartował, że każdy z nich na wzór Ludwika XV chciał "mieć swoje metresy, swój Wersal i swoje wojsko". Można to uzupełnić dodając, że każdy chciał mieć także własną wytwórnie porcelany, gdyż jak to sformułował jeden z książąt - Karol Eugeniusz wirtemberski - porcelana stała się niezbędnym warunkiem blasku i wspaniałoś…

Giesche. Serwis z historią Opatówka w tle.

Ten serwis ma prawie 90 letnią historię i myli się ktoś, kto myśli, że rzeczy nie mówią.
Opowiadają historie nieprawdopodobne, nasze, ojczyste, historyczne, są świadectwami minionych czasów i ludzi. Rodzin i epok. To cud, że przetrwał, bo historia obeszła się bardzo tragicznie z moją rodziną
Ludzie nie przetrwali, rzeczy pozostały, choć też blisko im było do zagłady, ponieważ ich właściciele byli wysiedlani, uciekali przed niebezpieczeństwem, rzeczy były ostatnimi, o które się troszczyli.
Dostałam go niedawno od mojej chrzestnej. A ona miała go po mamie - Helenie.
Helena w dniu wybuchu wojny była młodą mężatką. Na świecie było już dwoje dzieci: Tereska [moja chrzestna] i synek Leszek. Mąż Heleny Zygmunt Gadzinowski był sekretarzem gminy Lisków, tej, w której proboszczem był słynny ksiądz Bliziński.

Sweter na drutach szary reglan piórkowy bezszwowy

Po kilku dekadach przerwy wracam do drutów. Nie wiem czy na długo, bo z czasem i cierpliwością zawsze na bakier. Ale tyle inspiracji w necie, że mnie "ruszyło". No i sklepów internetowych z wełnami różnej maści, w pięknym gatunku nie brakuje. Zresztą same zobaczcie, chyba następna kupię tutaj i będzie to malabrigo.
Wiec wyruszyłam w wirtualną podróż w poszukiwaniu inspiracji i podziwiałam wiecznie modne arany i cała masę innych ciekawych wzorów.
Same zobaczcie: