wtorek, 19 stycznia 2016

Dzień Babci - Moja prababcia

ok. 1925 Opatówek
Z okazji Dnia Babci

Jedno z najstarszych zdjęć w moim albumie zostało zrobione około roku 1925-27 roku. Na zdjęciu szczęśliwa rodzina moich protoplastów z Wielkopolski. W lewym dolnym rogu moja praprababcia Marianna Sowa. To zdjęcie to cudowna pamiątka i jednocześnie najstarsze zdjęcie przodka w mojej kolekcji.
Obok praprababci, w środku siedzi jej córka a moja prababcia Leokadia Wiewiórkowska wraz ze swoim mężem i córeczką.
I to jej - Leokadii z okazji Dnia Babci chciałabym poświęcić to wspomnienie.
Urodziła się w 1885r. Poślubiła Stanisława, budowniczego, który przybył do Opatówka spod Siedlec w poszukiwaniu pracy wraz ze swoim bratem, natomiast czworo pozostałego rodzeństwa wyemigrowała do Detroit. Tu post o rodzinie Wiewiórkowskich.
Na zdjęciu powyżej babcia, nazywana pieszczotliwie Lodzią, siedzi w otoczeniu swoich sześciorga dzieci.

Ok 1913 rodzina Wiewiórkowskich, Leokadia i  Stanisław z najstarszymi dziećmi
Z moich ośmiorga pradziadków (czterech pradziadków i cztery prababcie - tak, tak każdy ma ich tylu) zdążyłam poznać tylko jedną prababcię Józefę (matkę babci). Jednak niedawno zainteresowałam się prababcią Lodzią (matką dziadka), kiedy zaczęłam zbierać i gromadzić informacje na temat historii i genealogii rodziny i wstrząsnął mną jej los i ogrom cierpienia, który na nią spadł.
Prababcia jak już wspomniałam, była matką sześciorga dzieci, w tym mojego dziadka Mariana, który na zdjęciu powyżej ma może dwa, może trzy latka i siedzi jako pierwszy od prawej.
Kim była, jak żyła ?
Przed wojną nie zajmowała się wyłącznie rodziną, prowadziła w centrum Opatówka sklep pasmanteryjny, o którym wzmiankę znalazłam w gminnej gazecie "Opatowianin" z lutego 1992 r. : " Artykuły spożywcze kupowaliśmy u p. Zenona Nowickiego lub w "Spółdzielni". Oba te sklepy znajdowały się w bloku (duży budynek pofabryczny znajdujący się w południowej części placu). W budynku tym sklepy zmieniały branże, zmieniali się ich właściciele. Była tu fryzjernia p. Hieronima Kelera, restauracja p. Stanisławy Ściesiek, zakład fotograficzny p. Zbigniewa Kantorskiego i sklep pasmanteryjno-tekstylny p. Leokadii Wiewiórkowskiej. Z czasem monopolistą stała się "Samopomoc Chłopska".
Nie wiem, jakie babcia miała wykształcenie, ale z pewnością umiała czytać i rachować, co w tamtych czasach było rzadkością. Kształciła dzieci i posyłała do szkół.
Dzieci rosły, syn Leokadii - Marian (mój dziadek ur.1910) został urzędnikiem i powołano go na stanowisko naczelnika poczty w Opatówku, zdążył się ożenić i mieć dwoje dzieci. Jednak w 1940 r. został aresztowany przez gestapo w wieku zaledwie 31 lat. Znalazł się na liście osób, które w okresie międzywojennym bardzo aktywnie działały w licznych organizacjach społecznych i kulturalnych. Dziadek nie powrócił z obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen, został na zawsze w lodowatych kamieniołomach Alp.
Ten sam los spotkał zięcia prababci, a męża jej córki Heleny, aresztowanego wraz z moim dziadkiem. Helena na pierwszym zdjęciu stoi nad swoją matką Leokadią w otoczeniu braci i prezentuje piękne warkocze. Mąż Heleny Zygmunt (ur.1908) został również w 1941 r. zamęczony w Mauthausen. Helena na wieść o śmierci męża zachorowała na serce i dwa lata później zmarła nie doczekawszy końca wojny, osierocone dzieci córki wychowywała prababcia Lodzia.
Także w 1941 r. zmarł pradziadek Stanisław, babcia została wdową.
Kolejny syn Lodzi - Zygmunt również został zabrany do obozu, był więźniem Oświęcimia. Po wojnie wrócił z obozu, wycieńczony chorobami, nigdy nie odzyskał zdrowia. Prababcia pielęgnowała go do śmierci w 1948r. W ciągu kilku lat troje, a właściwie czworo dzieci prababci zabrała wojna. 
Nie wiem jaka była, mam jakieś mgliste wspomnienie jej sylwetki, ale czy to ją pamiętam? to mało prawdopodobne.
Na zdjęciu widzę delikatną twarz kobiety o nieśmiałym, łagodnym uśmiechu, której życie zgotowało los naznaczony takim cierpieniem. Matka - Niobe pozostała wśród rodzin pozbawionych ojców. Jaką udręką musiały być wieści, listy z obozów od ukochanych dzieci a później, kolejno o ich śmierci. Polska Matko, ileś łez wylała?

Opatówek ok 1938 - 39 r.

Na zdjęciu powyżej prababcia otoczona szczęśliwą liczną rodziną siedzi pierwsza z lewej. Pierwsza z prawej stoi jej córka Helenka, zdjęcie zrobione podczas chrztu dzieci Heleny. Ok.1938-39 r.


Po wojnie babcia zamieszkała z osieroconymi dziećmi Heleny i zajęła się ich wychowaniem i wykształceniem. Lech został lekarzem a Teresa nauczycielką.  Myślę, że to dzieci powodowały, że trzeba było trzymać się życia i podnosić ze zgliszcz wojny. Zresztą co drugi dom dotknięty był jakąś bolesną stratą. Babcia zmarła w 1968 r.


Dla Ciebie wszystkie kwiaty tej ziemi Babciu 



11 komentarzy:

  1. Z ogromną przyjemnością przeczytałam i... wzruszyłam się. Wojna... ciągle mnie to dziwi jak można w okresie pokoju tak mało szanować ten pokój, filmy wojenne, gry wojenne... zgroza... wojna jest przecież czymś strasznym jak można się nią ekscytować? Pozdrawiam :))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutna historia... Tak jak każda opowiedziana przez naszych pradziadkow:( i dziadków których już ze mną nie ma:(

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne wspomnienia, bolesne lata wojny. Nie piszesz, jak układało jej się później ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam z przejęciem, bo od razu pomyślałam o swojej Babci Stefci, jedynej, która dożyła póżnego wieku, nie zdążyłam poznać innej babci, ani dziadków. Straszne czasy, straszne historie, biedne, ale silne kobiety.
    Pozdrawiam.:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jakbym słyszała historię swojej rodziny! Najbardziej mi szkoda tych pokoleń, które doświadczyła historia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje zdjęcia to najprawdziwszy rodzinny skarb! Po przeczytaniu całej historii przypomniały mi się losy moich dziadków ich zmagania wojenne, ucieczki, troski i niepewne jutro... I ja podziwiam kobiety, które wtedy żyły, ich odwagę, determinację i siłę. Piękny post, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję wszystkim za komentarze. Sama bardzo się wzruszyłam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna opowieść o wspaniałej rodzinie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniały post i super pomysł, że napisałaś go właśnie teraz.
    Moja babcia zmarła w zeszłym roku. Napisałam post pt. "Lipiec dla Anieli", żeby również w jakiś sposób podziękować za to, że była z nami 91 lat. Zawsze ja i moje dzieci uwielbialiśmy słuchać jej historii.
    Ludzie z poprzednich pokoleń zasługują na szczególny szacunek. Szkoda, że młodzi ludzie tak szybko o tym zapominają. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń