Przejdź do głównej zawartości

Delft. Śmichy chichy z poważnej sztuki. Porcelana z podobizną członków dynastii Orańskiej.





Londyn, 1690

Bardzo charakterystyczne dla Delft  są nieregularnie niebieskie pociągnięcia pędzlem na brzegach.


Gdyby ktoś nie miał jeszcze dość to do nabycia na nowojorskiej aukcji sztuki była niedawno para lwów za € 4.004.

A tu coś z kolekcji Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie.
Muzeum to w 1862 roku i pierwotnie nosiło nazwę Museum South Kensington.
Wśród pokazywanych dzieł znajdują się między innymi rzeźby, obrazy, rysunki, fotografie, książki, ceramika, meble, tkaniny, stroje, wyroby ze szkła i metalu, biżuteria i wiele innych cennych z punktu historycznego przedmiotów.
Od prawie półtora wieku gromadzono w nim eksponaty będące wytworem najbardziej rozwiniętych cywilizacji i kultur na przestrzeni 5 tysięcy lat, na wszystkich niemal kontynentach.

Man holding 2 things. Victoria and Albert Museum
Tu fajny talerz z portretem króla do nabycia.Prawdopodobnie jest to George 1st. Król nosi gronostajem pokryty płaszcz i berło oraz koronę.  A  tutaj księżniczka Anna (ok1700)





Komentarze

  1. Podobizny lekko szokujące :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgodzę się, jakoś nie podobne :-) hehe

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy artysta ma swoje wizje...:-) Ale 2000 za sztukę przemawia...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha,zabawne te malowidła. Niczym z książeczki "Mikołajek i inne chłopaki".Wilhelm to prawdziwy Wilhelm. Choć Wiliam temu pierwszemu też w niczym nie ustepuje. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wywołałaś mnie do tablicy Dominiko? Sorki, przez kilka dni byłam "out of life":-)
    Niech będzie, zostanę na chwilę adwokatem Delft, choć fajansu bronić bezpośrednio nie będę. Był robiony masowo i miał być w zasięgu finansowym szerszego grona odbiorców. Daleko mu do finezji artystycznej dalekowschodnich pierwowzorów z porcelany sakramencko drogiej, a jednocześnie modnej.
    Zatem, ten charakter... kunsztu był w pewnym sensie wyborem. Trzeba pamiętać, że Delfty w tym czasie były nie tylko ośrodkiem handlowo-produkcyjnym. Flirtowano tutaj także z muzami. W Delft tworzyło przynajmniej kilku artystów uznawanych za najbardziej znaczących w barokowym malarstwie holenderskim. Daleko nie będę sięgać: Fabritius (ostatnio bardzo modny "Szczygieł" na okładce poczytnej książki pod tym samym tytułem), Vermeer, czy Hooch. Iluzjonizm, alegoria - cud, miód i orzeszki:-)
    Jak to napisał nasz barokowy poeta (Morsztyn): ...nie to piękne, co piękne, ale co się komu podoba... :-)
    KK

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Porcelana Bavaria

Porcelana Bavaria

Czytam właśnie książkę Edwarda Rudzkiego "Europejska porcelana osiemnastowieczna". Rozdział Wytwórnie w mniejszych państwach niemieckichdaje obraz tego, dlaczego w Bawarii działały tak liczne manufaktury a później wytwórnie porcelany.  " Osiemnastowieczne Niemcy składały się z dwóch mocarstw: austriackiej monarchii Habsburgów oraz Prus, kilku państw średnich rozmiarów i wielkiej ilości księstw małych. Według popularnej anegdoty niektórzy władcy musieli uważać, aby w czasie spacerów nie przekroczyć nieopatrznie granicy. Książąt tych często cechowała pycha zupełnie nieproporcjonalna do rozmiaru posiadanego terytorium. Już Fryderyk II żartował, że każdy z nich na wzór Ludwika XV chciał "mieć swoje metresy, swój Wersal i swoje wojsko". Można to uzupełnić dodając, że każdy chciał mieć także własną wytwórnie porcelany, gdyż jak to sformułował jeden z książąt - Karol Eugeniusz wirtemberski - porcelana stała się niezbędnym warunkiem blasku i wspaniałoś…

Giesche. Serwis z historią Opatówka w tle.

Ten serwis ma prawie 90 letnią historię i myli się ktoś, kto myśli, że rzeczy nie mówią.
Opowiadają historie nieprawdopodobne, nasze, ojczyste, historyczne, są świadectwami minionych czasów i ludzi. Rodzin i epok. To cud, że przetrwał, bo historia obeszła się bardzo tragicznie z moją rodziną
Ludzie nie przetrwali, rzeczy pozostały, choć też blisko im było do zagłady, ponieważ ich właściciele byli wysiedlani, uciekali przed niebezpieczeństwem, rzeczy były ostatnimi, o które się troszczyli.
Dostałam go niedawno od mojej chrzestnej. A ona miała go po mamie - Helenie.
Helena w dniu wybuchu wojny była młodą mężatką. Na świecie było już dwoje dzieci: Tereska [moja chrzestna] i synek Leszek. Mąż Heleny Zygmunt Gadzinowski był sekretarzem gminy Lisków, tej, w której proboszczem był słynny ksiądz Bliziński.

Sweter na drutach szary reglan piórkowy bezszwowy

Po kilku dekadach przerwy wracam do drutów. Nie wiem czy na długo, bo z czasem i cierpliwością zawsze na bakier. Ale tyle inspiracji w necie, że mnie "ruszyło". No i sklepów internetowych z wełnami różnej maści, w pięknym gatunku nie brakuje. Zresztą same zobaczcie, chyba następna kupię tutaj i będzie to malabrigo.
Wiec wyruszyłam w wirtualną podróż w poszukiwaniu inspiracji i podziwiałam wiecznie modne arany i cała masę innych ciekawych wzorów.
Same zobaczcie: