Przejdź do głównej zawartości

Wodospad Wilczki. Szlak Marianny Orańskiej



Międzygórze 




 

Dzisiaj ruszyliśmy do Międzygórza szlakiem Dobrej Pani, czyli Wilhelminy Marianny z rodu Oranje-Nassau, z którego od kilku wieków pochodzili tzw. dziedziczni namiestnicy Niderlandów. Jej ojciec został w końcu w 1815 r. oficjalnie pierwszym królem tego państwa jako Wilhelm I.

O Mariannie powstaje teraz wiele opracowań, bo coraz bardziej dochodzi do świadomości mieszkańców jej wpływ na te ziemie.


Oprócz dóbr kamienieckich ( mój post o pałacu Marianny w Kamieńcu) nabyła olbrzymie dwa majątki na Ziemi Kłodzkiej: Strachocin z terenami aż pod Śnieżnik (dzisiaj gmina Stronie Śląskie i Międzygórze) oraz okolice z siedzibą w Różance (dzisiaj gmina Międzylesie). Zarządzanie terenami szło jej świetnie i dzięki temu stały się one atrakcją turystyczną.


Mieszkańcy nazywali ją swoja dobrodziejką, "Dobrą Panią". Musiała mieć romantyczne usposobienie, skoro tak doceniła walory tego miejsca.


Dojechaliśmy do Międzygórza i zaparkowaliśmy w centrum. Do wodospadu można dojść droga i nie trudzić się zbytnio, ale my nie wiedząc o tym (i dobrze) wspięliśmy się na wielką górę i dopiero schodząc z niej zobaczyliśmy wodospad. Ha, ha.


Tak wchodziłam ja:


A tak na Śnieżnik wchodziła księżna Marianna:

Marianna "wchodzi" na Śnieżnik (niem. Glatzer Schneeberg)
Międzygórze

Szło się ciężko, ponieważ jest stromo, ale las był piękny, nasłoneczniony i niezapomniane widoki.
Nad wodospadem znajduje się mostek, który zawdzięczamy właśnie Mariannie. Wodospad ma 21 metrów. Na mostku doznałam lekkiego lęku wysokości i szybko z niego zeszłam na pewniejszy grunt.
Wodospad Wilczki w Międzygórzu
wodospad Wilczki
Z jej inicjatywy wodospad Wilczki został przystosowany do udostępnienia go zwiedzającym. Zbudowano wokół niego tarasy widokowe, ścieżkami i kamiennymi schodkami, a nad samym wodospadem przerzucono stylowy mostek. Na jej polecenie powstał obiekt gościnny nazwany "Pod dobrą datą". Na zdjęciu poniżej.




 W pobliżu powstała również willa księżnej Marianny oraz kolejne budowle w stylu tyrolskim.



 Wycieczka po Dolnym Śląsku dobiega końca. Już planuję powrót na Dolny Śląsk, następnym razem będą to Duszniki.
I już na koniec dzięki sugestii KK faktycznie możemy odnaleźć podobizny członków dynastii Oranje-Nassau na porcelanie. Oto co znalazłam:)
Z manufaktury Staffordshire ca. 1785–1791 w zborach Muzeum of San Francosco


Staffordshire
 


Komentarze

  1. Bardzo lubię spacerować i wędrować... zwiedzać i oglądać :))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię wędrować, a szczególnie wśród takiej przyrody i takich widoków !

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Porcelana Bavaria

Porcelana Bavaria

Czytam właśnie książkę Edwarda Rudzkiego "Europejska porcelana osiemnastowieczna". Rozdział Wytwórnie w mniejszych państwach niemieckichdaje obraz tego, dlaczego w Bawarii działały tak liczne manufaktury a później wytwórnie porcelany.  " Osiemnastowieczne Niemcy składały się z dwóch mocarstw: austriackiej monarchii Habsburgów oraz Prus, kilku państw średnich rozmiarów i wielkiej ilości księstw małych. Według popularnej anegdoty niektórzy władcy musieli uważać, aby w czasie spacerów nie przekroczyć nieopatrznie granicy. Książąt tych często cechowała pycha zupełnie nieproporcjonalna do rozmiaru posiadanego terytorium. Już Fryderyk II żartował, że każdy z nich na wzór Ludwika XV chciał "mieć swoje metresy, swój Wersal i swoje wojsko". Można to uzupełnić dodając, że każdy chciał mieć także własną wytwórnie porcelany, gdyż jak to sformułował jeden z książąt - Karol Eugeniusz wirtemberski - porcelana stała się niezbędnym warunkiem blasku i wspaniałoś…

Giesche. Serwis z historią Opatówka w tle.

Ten serwis ma prawie 90 letnią historię i myli się ktoś, kto myśli, że rzeczy nie mówią.
Opowiadają historie nieprawdopodobne, nasze, ojczyste, historyczne, są świadectwami minionych czasów i ludzi. Rodzin i epok. To cud, że przetrwał, bo historia obeszła się bardzo tragicznie z moją rodziną
Ludzie nie przetrwali, rzeczy pozostały, choć też blisko im było do zagłady, ponieważ ich właściciele byli wysiedlani, uciekali przed niebezpieczeństwem, rzeczy były ostatnimi, o które się troszczyli.
Dostałam go niedawno od mojej chrzestnej. A ona miała go po mamie - Helenie.
Helena w dniu wybuchu wojny była młodą mężatką. Na świecie było już dwoje dzieci: Tereska [moja chrzestna] i synek Leszek. Mąż Heleny Zygmunt Gadzinowski był sekretarzem gminy Lisków, tej, w której proboszczem był słynny ksiądz Bliziński.

Sweter na drutach szary reglan piórkowy bezszwowy

Po kilku dekadach przerwy wracam do drutów. Nie wiem czy na długo, bo z czasem i cierpliwością zawsze na bakier. Ale tyle inspiracji w necie, że mnie "ruszyło". No i sklepów internetowych z wełnami różnej maści, w pięknym gatunku nie brakuje. Zresztą same zobaczcie, chyba następna kupię tutaj i będzie to malabrigo.
Wiec wyruszyłam w wirtualną podróż w poszukiwaniu inspiracji i podziwiałam wiecznie modne arany i cała masę innych ciekawych wzorów.
Same zobaczcie: