Przejdź do głównej zawartości

Wiewiórkowski. Wiewiórkowscy. Historie rodzinne w sepii.



Dlaczego przeciętny Polak nie zna w większości historii swojej rodziny?
Historia Polski jest bardzo dziwna. 
Wiedeń, Moskwa, Berlin często pisały nam historię. A nam ginie ojciec, matka, dziadek, pradziadek i .... celowo wymazuje się pamięć historyczną. Jeżeli wymazuje się pamięć historyczną,  to spadamy do poziomu plemiennego. Na tym mniej więcej poziomie jest większość społeczeństwa. Nie pozwólmy na to.

Z rodzinnych źródeł wiem, ze przodkowie najstarszego utrwalonego na zdjęciu Wiewiórkowskiego - mojego pradziadka Stanisława wywodzili się "spod Siedlec" czyli gdzieś spod Warszawy. W tej chwili najwięcej osób o nazwisku Wiewiórkowski zamieszkuje Maków Mazowiecki ( 20 osób) a w samej Warszawie jest ich 8, czyli faktycznie to się potwierdza.
Nazwisko Wiewiórkowski występuje w spisie nazwisk wspólnoty herbowej Szreniawa. Tutaj. 
I tu klik.. A także wśród herbownych Grzymała. Tutaj.

Stanisław w górnym rzędzie w środku, Teodor siedzi pierwszy z prawej

Rodzinna fama głosi, że rodzeństwo Wiewiórkowskich ( na zdjęciu ) opuściło rodzinne strony i wyruszyło "za chlebem". Najbardziej niesamowite jest to, że wszyscy ruszyli razem, cała szóstka.
Dwóch braci: mój  pradziadek Stanisław ur. w 1883 roku ( na zdjęciu stoi w górnym rzędzie w środku) oraz jego brat Teodor osiadło w Opatówku. Prawdopodobnie ich rodzice już nie żyli.
A może jakieś historyczne czy rodzinne wydarzenie spowodowało, że musieli czy też chcieli opuścić swoje rodzinne strony.

A może przyciągnęły ich opowieści o lepszej sytuacji gospodarczej dawnej Kongresówki ?
Pozostała czwórka rodzeństwa wsiadła na statek do Stanów Zjednoczonych i udała się do Detroit. Jeszcze w latach 60-70- tych utrzymywali ze sobą kontakt, ale później urwał się.

Pradziadek Stanisław siedzi z lewej nad nim córka Helena z mężem Gadzinowskim
Dlaczego właśnie ci dwa bracia przybyli do Opatówka? Małej miejscowości leżącej ok. 12 km od najstarszego miasta w Polsce Kalisza? Wprawdzie znajdowała się tu wielka fabryka sukna o której powstanie zabiegał generał wojen napoleońskich Józef Zajączek, ale największy rozwój Opatówek odnotował prawie sto lat wcześniej przed przybyciem tu mojego pradziadka. Gdy jesienią 1824 roku właściciel fabryki Fiedler wizytował Opatówek w miasteczku właśnie wytyczano ulice, zaprowadzano porządki i przygotowywano plan na znaczną fabrykę sukna.
Jeszcze w 1824 założono fundamenty pod główny budynek fabryki.Wiosną 1826 ustawiano już maszyny. Ciekawostką jest dla mnie fakt, iż robotnicy fabryki przybywali z Niemiec, przebywali tu tylko czasowo i nie wydawali tu zarobionych pieniędzy.
Ludność napływowa, fabryczna nie wiązała się z Opatówkiem. A jej właściciel Fiedler lwią część zysków wywoził do Saksonii, gdzie mieszkał na stałe. Fabryka w owym czasie w niewielkim stopniu wpływała na poprawę bytu mieszkańców. Fabryka ma ciekawą historię, obecnie znajduje się w niej Muzeum Historii Przemysłu. Zapraszam tutaj.
Rozwojowi przemysłowemu tych stron kres położyło powstanie styczniowe, za udział w którym Opatówek, jak wiele innych polskich miast, ukarany został przez cara pozbawieniem w 1870 r. praw miejskich.
No ale nie o fabryce miała tu być mowa, zastanawiam się tylko co spowodowało, że dziadek postanowił przybyć właśnie tutaj? Z opowiadań wiem, że pradziadek był budowniczym. Czy miał tu dużo zleceń? Ze zdjęć zrobionych już w Opatówku można wnioskować że przybył tu krótko po 1900 roku. Po założeniu rodziny chyba jakoś mu się wiodło, bo inwestował w dzieci, w naukę, między innymi mojego dziadka, który został później ostatnim przedwojennym naczelnikiem poczty w Opatówku.

Na zdjęciu pradziad Stanisław z mieszkańcami Opatówka oraz właścicielami majątku Schloesserami i Wuenschami

Stanisław poślubił Leokadię, miejscową opatowską pannę z domu Sowa. Leokadia ( o prababci Leokadii piszę tutaj ) urodziła mu sześcioro dzieci, między innymi mojego dziadka Mariana.

O dziadku Marianie i jego pracy na poczcie w Opatówku piszę w innym poście. Natomiast tutaj post o dziadku umieszczony dzięki staraniom Klubu Byłych Więźniów Politycznych Obozów Koncentracyjnych , umieszczony w Muzeum Mauthausen Gusen.
Dziadek Marian Wiewiórkowski wśród współpracowników na poczcie w Opatówku. Siedzi w środku.

Wizytówka Mariana Wiewiórkowskiego naczelnika poczty w Opatówku

Statystyka: Liczby do nazwiska 'Wiewiórkowski':
W Polsce są 63 osoby o nazwisku Wiewiórkowski.
Zamieszkują oni w 18 różnych powiatach i miastach. Najwięcej zameldowanych jest w Maków Mazowiecki, a dokładnie 20.
Dalsze powiaty/miasta ze szczególnie dużą liczbą osób o tym nazwisku Warszawa (8), Szczytno (5), Olsztyn (5), Kętrzyn (4), Ciechanów (2), Płock (2), Kalisz (2), Pruszcz Gdański (2) i m. Słupsk z liczbą wpisów 2.
Najstarszy dokument jaki znalazłam na stronach Geneteki dotyczący nazwiska Wiewiórkowski pochodzi z 1810 roku i jest aktem urodzin Józefy Wiewiórkowskiej, córki Kazimierza i Małgorzaty Stępień z Wilkowa, powiat Czerski. Kazimierz Wiewiórkowski lat 46, późno został ojcem, włościanin, gospodarz. W akcie zgonu z 1811 znalazłam, że Józefa zmarła jako roczne dziecko. Było jeszcze kilkoro dzieci, zmarło jeszcze dwoje, w końcu w 1830 zmarł Kazimierz, w akcie zgonu wymieniony jest żyjący syn Antoni. W tym dokumencie poznajmy także imiona rodziców Kazimierza: Tomasz i Gertruda.



Wiewiórkowski/Geneteka



Jak już wspominałam pozostałe rodzeństwo Wiewiórkowskich ze zdjęcia oprócz mojego pradziadka Stanisława i jego brata Teodora wyjechało do USA. Z ustnych podań wiem, ze najpierw do Detroit i Chicago.

Tutaj opis polskich emigrantów
Upadłość miasta Detroit ogłoszono 18 lipca 2013 roku. W czasach świetności (1950 r.) liczba mieszkańców sięgnęła 1 850 tys. Miasto straciło od 1950 roku 60% swojej populacji, większość działek budowlanych została opuszczona.
Bankructwo Detroit dokonało się zaraz po 1967 roku, kiedy to w tym mieście miały miejsce zdarzenia przekraczające nasze rozumienie przemocy państwowej w czasach Stanu Wojennego. Zamieszki na tle rasowym jakie miały tam, miejsce doprowadziły do wprowadzenia wojska z ciężkim sprzętem na ulice miasta, z którego masowo wyprowadzali się biali mieszkańcy.
Dziś zostało zaledwie 700 tys., czyli nieco ponad jedna trzecia. Jednak odpływ rdzennych mieszkańców był w rzeczywistości jeszcze większy. Na skutek masowej ucieczki białej ludności Detroit zamieniło się w czarne getto.

I niezmierne wzruszenie - znalazłam ciekawostkę odnośnie nazwiska Wiewiórkowski. Na początku myślałam, ze to po prosty zbieżność nazwisk, ale później czytam i oczom nie wierze ! CO ZA ZBIEG OKOLICZNOŚCI! Zachował się podpis dziadka Mariana, który jako 16 letni chłopak, uczeń Szkoły Handlowej w Kaliszu, złożył wraz z innymi uczniami swój podpis w Polish Declarations of Admiration and Friendship for the United States.
Tak drogi mi podpis, złożony ręką dziadka, którego nie miałam nigdy poznać.
Marian ( ur.1910) został urzędnikiem i powołano go na stanowisko naczelnika poczty w Opatówku, zdążył się ożenić i mieć dwoje dzieci. Jednak w 1940 r. został aresztowany przez gestapo w wieku zaledwie 31 lat. Znalazł się na liście osób, które w okresie międzywojennym bardzo aktywnie działały w licznych organizacjach społecznych i kulturalnych. Dziadek nie powrócił z obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen, został zamęczony w kamieniołomach.

 
Oto zdjęcie dziadka jako ucznia Szkoły Handlowej w Kaliszu



Marian Wiewiórkowski, uczeń Szkoły Handlowej w Kaliszu ok.1926 r.


Czym była Polska Deklaracja o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych /Polish Declarations of Admiration and Friendship for the United States ?

W 1926 roku, z okazji 150 rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych, na terenie całej Polski przeprowadzono akcję zbierania podpisów do księgi pamiątkowej, która trafiła do biblioteki kongresu USA http://memory.loc.gov[/url]


Polish Declarations of Admiration and Friendship for the United States, strona 37, Szkoła Handlowa Towarzystwa Nauczycieli Szkol Średnich i Wyższych w Kaliszu
ALTERNATE TITLE(S)
English translation: Business School of the Association of Secondary and Postsecondary School Teachers in Kalisz


 Podpis w prawym rzędzie, siódmy od góry:


Polish Declarations of Admiration and Friendship for the United States, strona 38
Podpis lepiej jest widoczny pod tym adresem

We wstępie opracowania [url]http://international.loc.gov/intldl/pldechtml/pldechome.html[/url] czytamy: 
Polish Declarations of Admiration and Friendship for the United States is a presentation of the first 13 manuscript volumes of a larger collection of 111 volumes compiled in Poland in 1926 and delivered to President Calvin Coolidge at the White House to honor the 150th anniversary of the Declaration of Independence. Richly illustrated with original works by prominent Polish graphic artists, the collection includes the greetings and signatures of national, provincial, and local government officials, representatives of religious, social, business, academic, and military institutions, and approximately 5 ½ million school children. This searchable online presentation is a complete facsimile of the six oversized presentation volumes and the seven volumes of secondary school signatures. Digitization of the 96 elementary school volumes totaling some 28,000 pages was not undertaken at this time because of staffing and budgetary considerations. There is a searchable index that has been created for the 96 volumes not digitized.

Te 13 (ze 111) zeskanowanych tomów jest udostępnione w internecie: [url]http://international.loc.gov/intldl/pldechtml/pldeccap.html[/url]

 
Tu inna część tej rodzinnej historii

A tu post powiązany. O oszczędzaniu w międzywojennej Polsce.





Komentarze

  1. Witaj. Ja śledząc losy mojej rodziny założyłam konto na fc/k i opisałam swoje pokrewieństwo. Sporo osób się zgłosiło. Ja też pochodzę z okolic Siedlec a rodzinę z zagranicy bez problemu odszukałam przez fc. Moja rodzina mieszka w Argentynie i już nie mieliśmy kontaktu ze sobą a internet pozwolił nam się "spotkać". A tak swoją drogą uwielbiam historie rodowe a zwłaszcza ich mroczne czy tajemnicze wątki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja mam z tym problem, ale dobrze, że jest internet:)świat coraz lepiej skomunikowany. Nie mogę natrafić na żaden ślad w Stanach. Wczoraj naczytałam się o Detroit. Niesamowita historia miasta. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przede wszystkim dziękuję za wizytę w Moich Paranojach, bowiem takim sposobem trafiłam na Pani bloga. Przejrzałam na razie pobieżnie, ale to już wystarczyło, aby umieścić go na mojej czytelniczej liście. Będę zaglądać.
    Co do tego postu ... z mojego doświadczenia genealogicznego wynika, że większość "przegrupowań", przeprowadzek wynikało z dążenia do lepszego życia, emigrowało się za chlebem w różne rejony kraju, a kto był odważniejszy lub bardziej zdeterminowany wyjeżdżał poza granice. Bardzo jestem ciekawa jak potoczyły się losy czwórki rodzeństwa, która popłynęła do Detroit. Pisze Pani, że jeszcze krótko po wojnie (o której wojnie jest mowa?) utrzymywali kontakt z pozostałą dwójką w kraju. Koniecznie musi sprawdzić Pani (jeśli oczywiście tego jeszcze nie zrobiła) listy pasażerów statków wypływających do Stanów (są takie dostępne on-line, choć ja tematu nie zgłębiałam, bo na razie nie dotyczy mnie on). Polecę Pani ciekawego bloga, gdzie autorka dzieli się z czytelnikami swoimi doświadczeniami w szukaniu w USA ... może to naprowadzi Panią na jakiś pomysł jak szukać, żeby znaleźć ;) Oto link do przykładowego wpisu: http://drzewowspomnien.blog.pl/2016/11/23/od-bucholskich-po-amejkow-az-do-usa/. Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki pani wpisowi uświadomiłam sobie, że ten kontakt z rodziną w Stanach musiał trwać znacznie dłużej,gdyż moja mama brała ślub w amerykańskiej sukni ślubnej i takowych butach. W tych butach przechadzałam się potem jako kilkulatka bawiąc się w "księżniczkę". A więc lata nawet 70-te.
      Pani blog jest bardzo interesujący i też wpisuję na moją listę czytelniczą, ciekawa lektura na długie tygodnie. Dziękuję za wskazówki. Wykorzystam. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. I muszę jeszcze dodać, że dzięki pani dopisałam kolejną część tego posta. Trafiłam bowiem na bloga na pani liście http://drzewowspomnien.blog.pl/, a z niego na portal genealodzy.pl,a z niego na Genetekę i znalazłam podpis dziadka jako 16 letniego ucznia, biorącego udział w wycieczce do stolicy! (opis powyżej) dziękuję !

      Usuń
    3. Bardzo się cieszę, właśnie o tym blogu pisałam Pani w swoim komentarzu :) A i portal genealodzy.pl bardzo polecam ... mnóstwo informacji już tam się znajduje i o wszystko zapytać można :)

      Usuń
  4. Pewnie każdy z nas powinien odszukać jak najwięcej z historii swojej rodziny, póki są jeszcze starsze pokolenia ale ciągle na to brak czasu... Coś czuję, że kiedy wreszcie będę miała czas to nie będzie kogo pytać :(
    Podziwiam i szczerze gratuluję zacięcia i tej rodowej pasji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się obawiam Agatko, że niebawem sama wszystko zapomnę...) ale dostarczam wzruszeń członkom rodziny,fakt. Niektórzy są zaskoczeni, że mam takie zdjęcia, dokumenty. Wtedy ja się z kolei dziwę, jak można się czegoś takiego pozbywać? wyrzucać.

      Usuń
  5. Historie rodzinne tworzą przecież historie państw. Zazdroszczę konsekwencji w poznawaniu historii Twojej rodziny. Pozdrawiam - Margot :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To uzależnia, wciąga. I niesamowicie ubogaca.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Porcelana Bavaria

Porcelana Bavaria

Czytam właśnie książkę Edwarda Rudzkiego "Europejska porcelana osiemnastowieczna". Rozdział Wytwórnie w mniejszych państwach niemieckichdaje obraz tego, dlaczego w Bawarii działały tak liczne manufaktury a później wytwórnie porcelany.  " Osiemnastowieczne Niemcy składały się z dwóch mocarstw: austriackiej monarchii Habsburgów oraz Prus, kilku państw średnich rozmiarów i wielkiej ilości księstw małych. Według popularnej anegdoty niektórzy władcy musieli uważać, aby w czasie spacerów nie przekroczyć nieopatrznie granicy. Książąt tych często cechowała pycha zupełnie nieproporcjonalna do rozmiaru posiadanego terytorium. Już Fryderyk II żartował, że każdy z nich na wzór Ludwika XV chciał "mieć swoje metresy, swój Wersal i swoje wojsko". Można to uzupełnić dodając, że każdy chciał mieć także własną wytwórnie porcelany, gdyż jak to sformułował jeden z książąt - Karol Eugeniusz wirtemberski - porcelana stała się niezbędnym warunkiem blasku i wspaniałoś…

Giesche. Serwis z historią Opatówka w tle.

Ten serwis ma prawie 90 letnią historię i myli się ktoś, kto myśli, że rzeczy nie mówią.
Opowiadają historie nieprawdopodobne, nasze, ojczyste, historyczne, są świadectwami minionych czasów i ludzi. Rodzin i epok. To cud, że przetrwał, bo historia obeszła się bardzo tragicznie z moją rodziną
Ludzie nie przetrwali, rzeczy pozostały, choć też blisko im było do zagłady, ponieważ ich właściciele byli wysiedlani, uciekali przed niebezpieczeństwem, rzeczy były ostatnimi, o które się troszczyli.
Dostałam go niedawno od mojej chrzestnej. A ona miała go po mamie - Helenie.
Helena w dniu wybuchu wojny była młodą mężatką. Na świecie było już dwoje dzieci: Tereska [moja chrzestna] i synek Leszek. Mąż Heleny Zygmunt Gadzinowski był sekretarzem gminy Lisków, tej, w której proboszczem był słynny ksiądz Bliziński.

Sweter na drutach szary reglan piórkowy bezszwowy

Po kilku dekadach przerwy wracam do drutów. Nie wiem czy na długo, bo z czasem i cierpliwością zawsze na bakier. Ale tyle inspiracji w necie, że mnie "ruszyło". No i sklepów internetowych z wełnami różnej maści, w pięknym gatunku nie brakuje. Zresztą same zobaczcie, chyba następna kupię tutaj i będzie to malabrigo.
Wiec wyruszyłam w wirtualną podróż w poszukiwaniu inspiracji i podziwiałam wiecznie modne arany i cała masę innych ciekawych wzorów.
Same zobaczcie: