środa, 10 maja 2017

Weisswaser NRD. Wspomnienia z Berlina


Opisałam już w poście o porcelanie Wallendorf porcelanę niemiecką z lat 50-tych.
Dzisiaj powracam do tematu.
Filiżanka Weiswasser, również z lat 50-tych.

Weisswasser. Lata 50-te

Malatura trochę jakby nawiązująca do antycznej. Bogato złocona.

W 1988 roku byłam na studiach w NRD. W Berlinie na Uniwersytecie Humboldta.
To był wspaniały czas, ale głównie ze względu na to, że był to okres młodości, którą każdy wspomina z nostalgią.
Natomiast gospodarczo i politycznie był to czas, kiedy Polska konała, ludzie doznawali okropnych upokorzeń, stojąc godzinami w kolejkach, a jajogowi, w tym Urban rzecznik rządu, siali ironiczną propagandę. 
Ostatnim widokiem, który żegnał mnie na dworcu w Poznaniu, gdy jechałam do Berlina po nauki, był widok kiosku handlowego, w którym wszystkie istniejące półki zastawione były groszkiem konserwowym i ogórkami w occie.
Reszta była na kartki. 
Czerwonym było dobrze. Ja miesiąc czekałam na tabliczkę czekolady i nasłuchiwałam kroków babci czy już wraca ze sklepu.


Filiżanka Weisswasser.
Podróż w 2015 do Berlina, stoję na tle Uniwersytetu Humboldta
Na jarmarku w Berlinie na Breitscheidplatz , gdzie rok później zamachowiec użył ciężarówki do zamachu

Niezbyt często mogliśmy podróżować z tego Berlina do domu. Oprócz paszportu trzeba było mieć dodatkowy dokument tzw.kartę przekroczenia granicy i tych po prostu nam nie wydawano.
W pociągu zawsze miałam przygody, bardzo bałam się celników, ponieważ byli groźni, mieli psy, długie skórzane buty, jakby esesmańskie, takie jakie pokazywane są na filmach wojennych i groźne miny.
Pewnego razu wsiadłam do przedziału w którym było jedyne wolne miejsce, siedziało tam już kilku polskich robotników, pracujących w NRD.
Z bagaży wylewały się towary, których nie wolno było przewozić do Polski jak zabawki, buty, odzież dziecięca. Wszystko to było tam dotowane przez państwo, tanie i bardzo dobrej jakości.  Popatrzyłam na to i zastanawiałam się jak oni to przewiozą, przecież celnicy wszyto zabiorą i wysadzą ich z pociągu.
Kiedy dojechaliśmy do granicy, już widziałam jak to się robi.
Przedział nagle opustoszał, ja zostałam w nim sama. Wsiadł celnik i prosto do mnie z groźną miną każe mi pokazywać co mam w torbie.
Moja torba była prawie pusta i sflaczała. Jakieś książki, bielizna i jedno salami.
Kiedy zobaczył salami bardzo się ucieszył, że jest pretekst :"Salami insgesamt wieviel?"/salami łącznie ile? - "Insgesamt eine"/łącznie jedno. Jednak nie triumfowałam, bałam się, byłam sama w tym przedziale.
Mina celnika bezcenna.



Już wiedziałam jak to się stało. Moi drodzy polscy współpasażerowie zgłosili mnie jako niebezpiecznego przemytnika, dogadani z celnikiem, prawdopodobnie dostał w łapę i jeszcze liczył ze na mnie się dodatkowo wykaże, a może i wzbogaci.
W trakcie tego pobytu na Humboldt'cie poznałam wiele międzynarodowej młodzieży. Większość to były dzieci komunistycznych notabli. W trakcie byliśmy ostro inwigilowani, wielu było kapusiów i donosicieli.
Byłam nawet na jakiejś uroczystości w Palast de Republik, chyba byly to jakiś obrady FDJ, połączone pewnie z jakąs tam rocznicą powstania NRD. Kilka godzin napuszonych, sztywnych, krzykliwych  przemówień, młodzież w mundurkach FDJ.  
3 października 1990 dwa państwa niemieckie połączyły się i historia Pałacu Republiki jako siedziby parlamentu zakończyła się, choć pojawiały się pomysły umieszczenia w nim parlamentu zjednoczonych Niemiec. Plany te upadły w związku z faktem, iż w budynek zawierał w sobie sporo azbestu. Budynek już nie istnieje. Zrobił na mnie wrażenie nowoczesnością, pamiętam kilometry ruchomych schodów.
Służby nad nami czuwały. Przekonałam się o tym po powrocie, kiedy niektórzy byli wzywani na przesłuchania do tłumaczenia się z różnych rzeczy, ponieważ wszystko było o nas wiadomo, ze szczegółami. Koleżanka załatwiła raz kartę przekroczenia granicy, o której wspominałam. Jej brat pracował w urzędzie paszportowym. Była przesłuchana i powiedziała mi tylko, że Oni wiedzieli nawet do jakiej kawiarni chadzałyśmy i co tam piłyśmy.
Wystarczy poczytać kim był Erich Mielke. Pod jego rządami aparat bezpieczeństwa stale się rozrastała, stopniowo obejmując swą kontrolą wszystkie dziedziny życia społecznego. Inwigilacji poddany został cały naród, nie wyłączając członków rządzącej partii, a nawet osób zajmujących czołowe funkcje w państwie.
Statystycznie jeden tajny współpracownik Stasi przypadał na 55 dorosłych obywateli. Liczba agentów:  173 tys. w 1989 roku.
Jednak przeprowadzili lustrację.  Joachim Gauck nie pozwolił na to, co stało się w Polsce: bezczelne i bezkarne palenie akt komunistycznej policji politycznej.

 

Kontynuuję zainteresowanie polskim ziemiaństwem i czytam książkę "Panie kresowych siedzib". Na razie przekartkowałam. Są to wyłącznie biogramy Obraz nie jest pogłębiony, raczej powierzchowny. Ale natknęłam się na postać Marii Dunin-Kozickiej: "Córka zesłańca; po ślubie zamieszkała w majątku Lemieszówka w powiecie taraszczańskim na dzisiejszej Ukrainie" i dowiedziałam, ze jest ona autorką książki, którą muszę koniecznie przeczytać Burza od Wschodu. Wspomnienia z Kijowszczyzny.
Obejmuje okres od marca 1917 roku do lutego 1920, kiedy autorka znalazła się już w Warszawie. Od abdykacji cara Mikołaja II do klęski kontrofensywy generała białej armii Denikina w listopadzie 1919 roku. Już w pierwszych zdaniach książki, opisując podróż przez Ukrainę z rodzinnego majątku w Lemieszówce (pod Białą Cerkwią) do Kijowa, jak w najlepszym thrillerze rzuca nas w sam środek trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Czule i porywająco odmalowuje zimowy objazd dworów sąsiadów na początku 1918 roku, zapewne ostatni taki na Kijowszczyźnie.




"Szły czarne szlaki zniszczenia przez jary podolskie i przez bory Wołynia, krzyżując się wielokrotnie na wszystkich skrętach przydrożnych, aż wreszcie dotarły do stepów ukrainnych... I rozbiegły się po całym taraszczańskim powiecie, przez Koszowatą Mołodeckich i Kasparówkę Swiejkowskich i Odajpol Lipkowskich i Olszankę Iwańskich, i Hołodki i Skałę Florkowskich, przez Popówkę Daniłowych i Różyczkę Łosińskich, mijając trupy pomordowanych tu właścicieli, przez Bahwę Nowińskich, i w stronę Taraszczy - przez Mikołajówkę, Czernin i fermę Odaję Branickich, a dzierżawę Domańskich, i przez Piatyhory Czeczelów, przez Ożehówkę Tomaszów Przecławskich, przez Sitkowce Rakowskich - i w stronę Lipowca toczyły się jak niszczycielska lawa, burząc Tetijów Darowskich i Zakrenicze Wilczyńskich, i Żywotówkę Markiewiczów i Wyleżyńskich, i Jakimówkę Gnatowskich, i Kazimierówkę Bobrowskich i Zarudzie, Honoratkę, Bałabanówkę Józefów Jaroszyńskich, Skibin i Jabłonowice Julii Jaroszyńskiej i Babin Władysławów Jaroskich, Strzyżaków i Siniarnię Drzewieckich i Mierzwin Zdziechowskich. Szły dalej przez Humań, przez Denhofówkę i Woronne Rohozińskich, przez Osicznę i Turski Las Bekierskich.... i tak dalej

I potem czeka mnie podróż, muszę to wszystko zobaczyć na własne oczy

Czy to wszystko jeszcze istnieje, odpowiedzi udziela Wikipedia:
Odajpol – wieś i ferma nad rzeką Mołoczną, powiat taraszczański, gmina i parafia prawosławna Piatyhory, stacja pocztowa Tetyjów (20 wiorst), 50 wiorst od Taraszczy, 109 domów, 614 mieszkańców, cerkiew, szkółka cerkiewna.
Pałac polskiej rodziny Lipkowskich został rozgromiony po dekrecie Małej Rady ukraińskiej z 7 listopada 1917 roku
Kaszperiwka – wieś na Ukrainie, w obwodzie kijowskim W 2001 roku liczyła ok. 3,7 tys. mieszkańców. pałac wybudowany w połowie XIX w. w stylu willi przez Leona Świeykowskiego. Rodzina Świeykowskich przeżyła w nim pogrom po dekrecie Małej Rady ukraińskiej z 7 listopada 1917 roku. Pałac posiadający mały balkon z kutą balustradą znajduje się w centrum wsi i jest otoczony parkiem



3 komentarze:

  1. Istnieje i ne istnieje zarazem. Nie wiem czy Ci już kiedyś o tym nie pisałam. Mama Ciotki Elki Ciotka Jadzia zrobiła u kresu życia podróż sentymentalną do miejsc dzieciństwa. No i było ale nie było. Seret jakby mniejszy, bardziej zarośnięty ( dziecięce oczy widzą inaczej ) a w miasteczku w którym się wychowała ani śladu pamiętanych "latarni i trotuarów" ( szczególnie brak chodnika Ciotkę Jadzię zdumiał - "A po cóż im trotuar było zdejmować?" ). Ludzie też byli ale jakby nie było kiedy przyszło do odpowiedzi na pytanie co stało się ze starym cmentarzem. Było widać że to zbliznowacenie i sporo wody upłynie za nim ludzie będą ze sobą normalnie mogli rozmawiać.
    Co do Enerdówka - tzw. Osti są nieco specyficzni ( dobra, uogólniam ), dwa totalitaryzmy pod rząd - po Gestapo Stasi! Bez wpływu to na społeczeństwo nie było, nawet gdyby bezpieka nie kazała meldować to by meldowali - z przyzwyczajenia. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, masz rację. Dwa totalitaryzmy pod rząd. Jak to funkcjonuje miałam okazje przekonać się w 1990, gdy na zajęcia przyszła nasza enerdowska wykładowczyni zalana łzami. Otóż właśnie runął mur a ona dowiedziała się, ze aparatczycy mogli kupować w sklepach z zachodnimi towarami za enerdowskie marki w stosunku 1:1. Przeżyła kobieta szok i chlipała nam przy stoliku w kawiarni dokąd ją zabraliśmy bo nie była w stanie zajęć prowadzić.
      My nie dowierzaliśmy autentyczności jej zachowania, bo dla nas to było wiadome i oczywiste, ze ci przy korycie mają dobrze i że ta równość i sprawiedliwość to jest tylko taki żart, z przymrożeniem oka. No asle oni tacy byli, beton.

      Usuń
  2. Tak, wiem, "zanim" piszemy łącznie.;-)

    OdpowiedzUsuń